Strony

▼

czwartek, 24 września 2015

* HaloŁin

 ...to moja bolączka... po 5 minutach od poznania nowej osoby nie pamiętam jej imienia... co więcej, moja pamięć nie radzi sobie z wszelkimi "ważnymi" dniami i świętami różnej maści...

Po takim wstępie, mój "TWÓR", który dziś chciałam zaprezentować czuje się usprawiedliwiony :)

Ponieważ moja pokrętna momentami logika zaakceptowała jako prawdziwy ciąg przyczynowo-skutkowy: "w asortymencie sklepu znajdują się dynie = halołin jakoś niedługo się zbliża" :) 

W związku z powyższym, będąc zdopingowaną mającym się pojawić w przedszkolu Dziecia konkursem, popełniłam TO coś (wzorując się nieco na znalezionych w necie pomysłach): 

... efekt uważam za zadowalający :)
 

...wersja "mroczna":

A jak TO coś powstało? Zaczęło się od rzewnych łez Pani Dyni :)


w kolejnym kroku zdjęłam jej skalp :)
i wykształciłam zębiska: 


 Staś był nieco zaskoczony zawartością "środka-wnętrza" :)

... w efekcie okazał się większym indywidualistą, niż przypuszczałam :D


















Praca bez narzędzi to nudy :)


-Może chociaż coś "wydziuruję"? :D


Ponieważ Pani Dynia okazała się być oporna we współpracy Dzieć zajął się pomiarami i analizą składu jej miąższu :)




Zabawa była cudna 
...przynajmniej dla mnie :))))))))))))))))))))

3 komentarze:

  1. Przepiękna dyniowa rzeźba!!! ja zrobiłam w życiu tylko jedną i nie wyszła zbyt pięknie :D Twoja zaś jest bardzo ciekawa i inspirująca :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Z pamięcią mam to samo niestety. Zdarza się, że zapomnę o urodzinach i potem muszę się tłumaczyć. Dobrym rozwiązaniem jest telefon, ciągle ustawiam przypomnienia :)
    A dynia jest ekstra... Nie sądzę, żebym umiała taką zrobić :)

    OdpowiedzUsuń