o mnie

Moje zdjęcie
Częstochowa, Poland
Hobby to ważna rzecz. W związku z licznymi pasjami, które się do mnie przyplątały i nie chcą puścić, doszłam do wniosku, że ktoś w końcu powinien wynaleźć sen w pigułce. Wtedy miałabym więcej czasu na realizowanie swoich pomysłów, które wciąż kotłują mi się w głowie. Na razie musi mi wystarczyć tyle wolnego ile mam :) KONTAKT: marta.mojepasje@gmail.com

RYSki - rysunkowe cuda!

RYSki - rysunkowe cuda!

Ostatnie posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tutorial. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tutorial. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lutego 2014

* bałwanki nieco sensoryczne

Zupełnie zapomniałam, że w tym całym  świątecznym ferworze przygotowałam dwa zupełnie przyzwoite bałwanki, które chciałabym Wam dziś przedstawić. Tak, wiem, że to nieco po tzw. czasie, ale jakoś mi się zapomniało, a w zasadzie nie jest to aż takie
  szczególnie ważne. Bałwanki prezentują się tak:
 

W zasadzie myślę sobie, iż przy zachowaniu bezdyskusyjnego szacunku do facjaty bałwanka, śmiało możemy zmienić jego oblicze dostosowując nieco bardziej do panujących warunków  - zimy brak a Wielkanoc tuż tuż :) Tak więc nieśmiała moja sugestia to amputować nos, dodać dwa długaśne ucha, wąsiki i omyk. A co! Królik może się przydać :)

Bałwanka nie zdążyłam niestety przerobić na radosnego króliczka, ale mimo to chciałabym podzielić się z Wami moim DIY, ponieważ bez względu na końcową klasyfikację zwierzęcia (miś, królik czy bałwanek) zasada przygotowania będzie ta sama. 




 
1.
 2.
 3.
                          4.

  5.


i mamy stwora!
:)
Do dzieła Kochani!

niedziela, 2 lutego 2014

* gadająca skarpeta

Niestety mam już pewność, że wraz z szeregiem wielce potrzebnych i wartościowych cech jakimi jako rodzice podzieliliśmy się w obdarowaniu naszego pierworodnego, tenże Dzieć postanowił również odziedziczyć pewną niezbyt łaskawą - przede wszystkim dla mamy - przypadłość...tzw. "brak woli do porannego wstawania"  (bynajmniej nie po mnie... :D)

Pewnego poranka, żeby pobudzić wielce opornego Dziecia do osiągnięcia pozycji wertykalnej, postanowiłam posłużyć się (nieprzemyślanym jak się potem okazało) fortelem. Wsadziłam rękę do porzuconej w kąciku łóżeczka smutnej skarpety i zamieniłam się płynnie w skarpetkowego pożeracza małych śpiochów.

Niestety, skutek był zgoła odwrotny. Dzieć ignorując bezczelnie moje starania i zachęty do pobudki oznajmił, że  będzie spał
dalej... i w dodatku ZE SKARPETĄ(!). Przytulił  się do niej (wyszarpując przy okazji ze stawu moją górną kończynę), podkreślając znaczenie tego czynu wprawiającym mnie w osłupienie stwierdzeniem:
"...Kocham Cię Skarpeto..."

W związku z tym, iż skarpeta została pierwszą (choć mam nadzieję nie ostatnią...) miłością naszego syna i trwale wpasowała się w jego młodociane życie, postanowiłam ją nieco zmodyfikować i "uczłowieczyć" :)



...teraz KAŻDA pobudka rozpoczynana jest niekończącym się wołaniem:
- "Mamo, mamo! mów do mnie skarpetą!"

Jeśli macie ochotę zrobić taka skarpetę,
postaram się przybliżyć poszczególne etapy poniżej:
 ... mam nadzieję, że skorzystacie :)

środa, 29 stycznia 2014

* rakieta

Ostatnio okazało się, iż nasz Dzieć bezczelnie szybko nauczył się obsługi telefonu (niestety mojego...), który do pewnego momentu był tzw. "owocem zakazanym". Do momentu, kiedy jak to zazwyczaj - zwyciężyła wygoda... Niestety nie można mieć wszystkiego: i posprzątanej kuchni i "zabawionego" dziecka. Jednak dzięki obecnej technice udaje się to w pewnym sensie pogodzić. Tak więc Dzieć został obdarzony (nieco na wyrost) zaufaniem i dostał ograniczony akces do pewnych dziecięcych aplikacji. Niestety proces poznawczy dosyć szybko nabrał zawrotnego tempa, o czym zorientowałam się, kiedy usłyszałam, że nasza niewinna Stasina "młuci" bajki na Jutubie (!!?!!)... no, zawsze to lepiej niż jakby zamawiał czołg na allegro... 

I co? I tak już zostało - ja ogarniam kuchnię a w tym czasie Dzieć ogarnia bajki, rzucając mi od niechcenia co jakiś czas kontrolne spojrzenia z kuchennego fotelika. 

Ostatnio po obejrzeniu 78 raz pewnej wywołującej u mnie już torsje bajki, Dzieć zapragnął stać się posiadaczem RAKIETY. A ja, jako zgodny, dobrze wychowany i uczynny rodzic :))), licząc naiwnie na nadchodzące minuty, godziny, ba - DNI (!) ciszy, postanowiłam spełnić jego życzenie (czyt. żądanie). 

Tak więc, jest i rakieta!...
Ciszy niestety nadal brak... :D



Trochę po czasie... dokładam małe DIY: